Strona 1 z 5
Opiszcie wasze spostrzeżenia i przygody z jazdy
: wt lipca 18, 2006 11:27
autor: moluki
Na początek zacznę od siebie:
Kilka spostrzeżeń z własnego podwórka. Zmorą u mnie są:
-ludzie wychodzący z pieskami na długich smyczach, często cienkich, prawie niewidocznych,
-psy bez kagańców (2 tygodnie temu ugryzł mnie taki z świńskim ryjem- pogotowie, itp)
-rowerzyści bez wyobraźni, kilka razy minąłem się dosłownie o mm na pełnym biegu (raz miałem zderzenie, ale na szczęście jechałem umiarkowanie szybko i on też

-samochody wjeżdżające tam, gdzie jest zakaz, ale niestety kierowcy często naruszają tu przepisy
-dziury w asfalcie i różny rodzaj asfaltu (w gorące dni wjeżdżając z twardego asfaltu na miękki hamowanie jest dość duże i niezbyt przyjemne)
A teraz kilka przygód:
-pierwsze wyjście (bez ochraniaczy), szybka jazda i... pogotowie (od tej pory mam ochraniacze)- zdarty cały bok- najgorsze to woda utleniona na powierzchni ok.1/5 ciała, spodnie do wyrzucenia
-po jakimś roku stanąłem sobie na rolkach bez hamulców i bez kasku, zmęczenie, upadek w tył i: ból głowy; ból mięśni twarzy (przez ponad tydzień), które napiąłem w czasie upadku, by amortyzować. Od tej pory jeżdżę z kaskiem (dawniej leżał w szafie)
Od tamtej pory- 2lat- spoko
: wt lipca 18, 2006 7:05
autor: matej
Ja pamietam, ze najpierw mialem jakis czas wrotki, a potem takie rolki z kolorowymi kolkami, ale kiedy to bylo...............
Pierwszy powazny upadek w wieku ok. dziesieciu lat, powazniejszy - Poznan Maraton 2005.
Niespodzianka - autobus ktory mial zielona strzalke do skretu w prawo na skrzyzowaniu - ja mialem z gorki i zielone swiatlo, ale jakos nie podjalem wyzwania, po drodze spotkalem jakies barierki(czy tam plotek).
Ciekawa historia - City Nacht 2005(Berlin) - piloci peletonu nagle utkneli w korku, bo nie wszystkie samochody zdazyly zjechac z trasy. Trase w centrum zamykano tuz przed startem w popoludniowych godzinach szczytu. Peleton pojechal dalej, do dzisiaj nie wiem kto byl bardziej zszokowany, my czy kierowcy samochodow. Piloci dogonili nas jakis kilometr dalej.
Jak sie tak usiadzie i zacznie wspominac, to material na calkiem gruba ksiazke by sie zebral.
: śr lipca 19, 2006 9:04
autor: Eskalopka
Jeśli o mnie chodzi to największym zagrożeniem na drodze jestem ja sama
Strzeżcie się przechodnie! Mam nadzieję, że niedługo nauczę się hamować i nie machać rękami na wszystkie strony

: śr lipca 19, 2006 10:54
autor: gilbeert
Eskalopka pisze:Jeśli o mnie chodzi to największym zagrożeniem na drodze jestem ja sama

Heh, to ze mną jest podobnie.
Mój pierwszy raz na rolkach 
opisałem
tutaj. Wrażenia niezapomniane.
Trochę mniej ekstremalna okazała się pierwsza wycieczka ścieżką rowerową (
Wrocław, ul. Królewiecka).
Nie dysponując żadną techniką ani najlepszą kondycją przejechałem pewną jej część, a później strasznie się męczyłem z porowatym asfaltem, żeby wrócić do samochodu znajdującego się na drugim końcu ścieżki.
Na szczęście dwie dziewczyny przejeżdzały rowerem...
i radośnie zachichotały "Dalej, bracie! Dalej!", co momentalnie dodało mi sił

.
Ćwiczę codziennie, jeszcze wrócę na tę ścieżkę
pozdrawiam,
gilbeert
: czw lipca 20, 2006 8:49
autor: Eskalopka
A pewnie! Wróć tam! Najważniejsze to być zawziętym. Pomyśl co będzie za miesiąc! Wszystkie laski twoje

: czw lipca 20, 2006 9:39
autor: gilbeert
Eskalopka pisze:A pewnie! Wróć tam! Najważniejsze to być zawziętym. Pomyśl co będzie za miesiąc! Wszystkie laski twoje

Nie strasz, nie chciałbym skończyć o laskach
A skłaniając się ku tematowi bezpieczeństwa, muszę wskpomnieć, że na ścieżce rowerowej czułem się trochę niepewnie z tymi rowerami za plecami. Dla zupełnych żółtodziobów, do nauki podstaw, polecam raczej uboższe w rozpędzonych rowerzystów place z dobrym asfaltem (np. rzadko używane boiska do kosza).
gilbeert
: czw lipca 20, 2006 9:50
autor: moluki
Jeśli chodzi o rowery... Przypomniała mi się przygoda z Chorzowa. Jest tam taki długi zjazd wzdłuż ZOO (po drugiej stronie od głównego wejścia). Jechałem szybko w grupie rowerów i zdarzyła się jedna nieprzewidziana rzecz: rower przede mną zaczął hamować- ledwo go wyminąłem. Było to dwa lata temu, ale do tej pory nie zapomnę tej przygody. Niewiele brakowało a mogło być naprawdę cienko- wtedy jeszcze jeździłem bez kasku.
: czw lipca 20, 2006 12:54
autor: Eskalopka
Generalnie jestem zdania, że rolkarze powinni jak najmniej korzystać ze ścieżek dla rowerów. Sama też jeżdżę dużo na rowerze i chyba wkurzałoby mnie gdybym co chwilę musiała wymijać rolkarzy. Poza tym wiadomo jak jest, zbliżającego się z tyłu roweru nie słychać, a rolkarzowi często zdarza się gwałtownie zjechać na bok, po to żeby np. ominąć jakiś kamyk czy dziurę. I w ten sposób łatwo o wypadek.
: czw lipca 20, 2006 1:01
autor: LTM
Czasami bywa tak, że to wrotkarze wyprzedzają rower, a nie wszyscy rowerzyści jada prosto w linii, im też się zdarza omijanie przeszkód!!
więc równie dodrze wypadki mogą być powodowane ich jazdą!!
: czw lipca 20, 2006 1:13
autor: Eskalopka
Jasne że tak, ale ja jadąc na rolkach mimo wszystko czuję się zakwalifikowana bardziej do pieszych niż rowerzystów i jeśli już muszę korzystać ze ścieżek to mam bardzo przepraszający wyraz twarzy

: czw lipca 20, 2006 1:52
autor: robal
Czesc!
Eskalopka nie zgadzam sie z Toba, tez jezdze sporo na rowerze i generalnie stosuje taka zasade, ze:
1. jesli moge wyminac rolkarza, a nie jest to 58 rolkarz na odcinku 1 km, to go mijam szerokim lukiem
2. jesli nie mam jak wyminac (piesi na chodniku obok lub inne dowolne) lub jest to 58 rolkarz na odcinku 1 km, zaczynam duzo wczesniej dzwonic, na tyle wczesnie, zeby ktos w panice nie wykonywal dzikich ruchow, co mogloby zaowocowac bliskim, acz na ogol niekoniecznie pozadanym kontaktem cielesnym

Dzwonka czasem uzywam tez w przypadku 1., jesli widze, ze rolkarz dobrze sobie radzi - takich oferm jak ja, wole nie straszyc

Nie czuje sie tez osoba s
pieszona, jesli mam na nogach role.
/caly swiat jest moj, caly swiat jest moj.../
Pozdrawiam,
robal.
: czw lipca 20, 2006 4:29
autor: McGregor
I tu sie muszę zgodzić z "przedpisaczem" ( fuj - co mi za niegramatyczna forma wyszła

) - sam jeżdże po ścieżce rowerowej w P.Bródnowskim. Na szczęście jakos nikt na rowerze mnie jeszcze nie pognał precz. Ale staram się jeździć zgodnie z zasadami - prawą stroną , tak aby zostawic miejsce do ewentualnego wyprzedzania.
: czw lipca 20, 2006 4:36
autor: McGregor
A tak w ogóle to wracając do wątku - jestem zdecydowanie nowicjuszem. I tu się musze pochawlić że przedwczoraj było moje święto - zaliczyłem glebe po raz pierwszy w tym sezonie - a to mój pierwszy sezon. I żeby mnie ktos źle nie zrozumiał to dlatego tak późno, ponieważ dopiero teraz zacząłem sie uczyć hamowania. Wcześniej umiałem tylko jechać - i to do przodu.

: czw lipca 20, 2006 6:51
autor: Eskalopka
Spieszony, przedpisacz ... nieźle chłopaki
Proponuję założyć forumowy słownik
: czw lipca 20, 2006 7:04
autor: ALAN54
Język jest narzędziem giętkim i zjawiskiem żywym - wArto brać przykład z prof. Miodka - nic tak nie balsamuje ucha jak piękna polszczyzna. Możemy i w tym mieć swój udział.
Ale na temat: warto i trzeba współżyć tako z rowerzystami jako i z pieszymi. Poruszać się prawą stroną chodnika czy rowerowej ścieżki. Wyprzedzać z lewej strony. Dawać sygnały dźwiękowe syntezatorem jamogębowym ew. komunikaty językiem czytanym, podziękować za ustąpienie miejsca. Często się uśmiechać i wszyscy się na chodnikach i ścieżkach pomieścimy. POZDRO ALAN54