Kilka spostrzeżeń z własnego podwórka. Zmorą u mnie są:
-ludzie wychodzący z pieskami na długich smyczach, często cienkich, prawie niewidocznych,
-psy bez kagańców (2 tygodnie temu ugryzł mnie taki z świńskim ryjem- pogotowie, itp)
-rowerzyści bez wyobraźni, kilka razy minąłem się dosłownie o mm na pełnym biegu (raz miałem zderzenie, ale na szczęście jechałem umiarkowanie szybko i on też
-samochody wjeżdżające tam, gdzie jest zakaz, ale niestety kierowcy często naruszają tu przepisy
-dziury w asfalcie i różny rodzaj asfaltu (w gorące dni wjeżdżając z twardego asfaltu na miękki hamowanie jest dość duże i niezbyt przyjemne)
A teraz kilka przygód:
-pierwsze wyjście (bez ochraniaczy), szybka jazda i... pogotowie (od tej pory mam ochraniacze)- zdarty cały bok- najgorsze to woda utleniona na powierzchni ok.1/5 ciała, spodnie do wyrzucenia
-po jakimś roku stanąłem sobie na rolkach bez hamulców i bez kasku, zmęczenie, upadek w tył i: ból głowy; ból mięśni twarzy (przez ponad tydzień), które napiąłem w czasie upadku, by amortyzować. Od tej pory jeżdżę z kaskiem (dawniej leżał w szafie)
Od tamtej pory- 2lat- spoko




